roziskrzony rojem myśli
targany wiatrem
niepokoju
I widzę zadumę
kiedy nić splataną
przecina spłoszona
szelestem kroków
sarna
Kiedy szukam -
znajduję
spokój i ciszę
czasem
czasem
zmieszane
z hałasem ulicy
Niekiedy mgła
jak na porannej polanie
owiewa mnie
lekko
jak odurzona
biegnę
I staję
bo nagle trafiam na wielki horyzont
górskie szczyty
górskie szczyty
schowane pod senną kołdrą chmur
Myślę-
znam je
podwójnie tak dobrze
jak lustro własnej duszy
A gdy to przyznam
znów wyrzuca mnie na brzeg
oceanu
tam patrząc
przez judasze
widzę tylko skrawki
tafli błyszczącej jak niebo
choć bardziej labilnej
czasem zielone
wertują litery
I znam je tak dobrze
I sama już nie wiem
Czy wciąż widzę własne
Czy to już są twoje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz