rysa
nigdy nie lubiłam
kolorowanek
drażniły mnie
czarne kreski
białe pola
czekające
na wypełnienie
do granic
od brzegu po brzeg
nigdy więcej
o ironio
minęło trochę czasu
i teraz co dzień
wypełniam
kontur
słodką czerwienią
koloru malin
później przyglądam
mu się
muszę wyjść
z siebie
poprowadzić kreskę
nie jedną
niedokładnie
nie tyle ile trzeba
szeroko
cisnąć w papier
czernią grafitu
przeszyć tę biel oktawą cieni
by ostatecznie
nie mogła
przypomnieć
niczego
poza sobą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz